Jestem inżynierem mechaniki. Studia ukończyłem z bardzo dobrymi wynikami więc nie miałem problemu by znaleźć dobrze płatną pracę w swoim zawodzie. Przez długi okres czasu pracowałem w firmie, która zajmuje się produkcją maszyn rolniczych. Bardzo lubiłem swoją pracę. Dawała mi ona dużo satysfakcji. Można powiedzieć, że moja praca była moim hobby. Moim drugim konikiem był język angielski. Dlatego też zrobiłem studia z języka angielskiego i uzyskałem papier by pracować jako tłumacz.

Zmiana pracy

W pracy poznałem moją przyszłą żonę. Najpierw był ślub a potem dziecko. Razem z żoną zdecydowaliśmy się podzielić urlopem macierzyńskim. Co spowodowało, że przez prawie pół roku zajmowałem się naszą córeczką w domu. Uważam, że był to bardzo fajny i potrzebny w moim życiu okres. Miałem czas by spędzać dużo czasu z własnym dzieckiem i obserwować jak się rozwija oraz miałem czas by zastanowić się nad tym co chcę dalej w życiu robić. W okresie gdy siedziałem w domu mój znajomy co jakiś czas podrzucał mi do wykonania tłumaczenia techniczne. Angielski techniczny Alicja marzy o górach nie jest prosty, ale ja jakimś cudem go opanowałem i dobrze sobie z nim radzę. Dzięki temu, że miałem okazję tłumaczyć dokumenty techniczne nie straciłem kontaktu z językiem i zacząłem myśleć o tym by tłumaczeniem technicznym zająć się na poważnie.

Nie mogłem sam podjąć takiej decyzji. Podczas rozmowy z żoną przedstawiłem jej wszystkie za i przeciw takiej sytuacji. Za były oczywiste : byłbym w domu z córką, nie trzeba by było oddawać ją do żłobka. Dodatkowo robiłbym to co lubię. Przeciw było to, że praca tłumacza nie przyniesie mi takich dużych dochodów. Suma summarum postanowiliśmy zaryzykować. W sumie to już drugi rok pracuję jako tłumacz i całkiem dobrze mi idzie. Zlecenia są stałe i kasa z nich też jest dobra. Córka jest zadowolona bo ma tatę w domu, a żona zachwycona, że ja spełniam się zawodowo.

 

Zdjęcie autorstwa: Wokandapix / Pixabay